Olga Malinkiewicz i perowskity: jak naukowy przełom zmienił się w biznesowy koszmar

Historia Olgi Malinkiewicz początkowo przypominała spełnienie naukowych marzeń. Jej wynalazek dawał nadzieję na tanią, lekką i wydajną fotowoltaikę: przejrzyste ogniwa generujące prąd ze słońca i sztucznego światła, do zastosowania od fasad biurowców po elektronikę IoT. Niestety, z biegiem czasu ten naukowy sukces przerodził się w prawno-biznesowy thriller, w którym badaczka mierzy się z inwestorami na sali sądowej. Jak mówi sama Malinkiewicz, jej „bajka zamieniła się w koszmar”, gdy obiecujący projekt wpadł w wir konfliktów z udziałowcami i wierzycielami. Spór ten ujawnił poważne problemy systemowe: od braku ochrony innowatorów korzystających ze środków publicznych, przez nierównowagę sił między naukowcami a inwestorami, aż po cień „efektu Matyldy” wiszący nad wieloma historiami kobiet-wynalazczyń. Ale zacznijmy od początku:

Perowskity i wszystko, co chcesz o nich wiedzieć, ale wstydzisz się zapytać

Perowskit to nazwa minerału odkrytego na Uralu w 1839 roku przez niemieckiego mineraloga Gustava Rosego, który nadał mu nazwę na cześć rosyjskiego arystokraty i badacza Lwa Perowskiego. Minerał ten (CaTiO₃) stał się później wzorem dla całej klasy związków chemicznych o tej samej strukturze krystalicznej (tzw. strukturze perowskitowej). Naturalny perowskit rzadko występuje w przyrodzie, dlatego w technologiach energetycznych wykorzystywane są jego syntetyczne odpowiedniki (głównie oparte na halogenkach metali). W fotowoltaice perowskity zyskały rozgłos dzięki przełomowym badaniom japońskich naukowców Akihiro Kojimy i Tsutomu Miyasakiego (2009), którzy jako pierwsi użyli ich jako warstwy absorbującej światło w ogniwach słonecznych. Od tego momentu trwa technologiczny wyścig, by zastąpić nimi tradycyjny krzem, bo perowskity są uznawane za jedną z najbardziej obiecujących technologii w fotowoltaice.

Technologia Olgi Malinkiewicz nie była ani początkiem badań nad perowskitami, ani jedynym podejściem rozwijanym na świecie, ale była rozwiązaniem bardzo konkretnego i bardzo trudnego problemu, który od lat blokował możliwość masowej produkcji tych materiałów. Perowskity świetnie pochłaniają światło i od 2009 roku biły rekordy wydajności w laboratoriach – np. brytyjskim Oxford Photovoltaics, niemieckim Helmholtz-Zentrum, saudyjskim KAUST czy amerykańskim MIT – jednak ich wytwarzanie wymagało wysokich temperatur (400–500°C), sztywnych szklanych lub krzemowych podłoży oraz sprzętu próżniowego i skomplikowanych procesów osadzania perowskitów na krzemowym podłożu. Takie panele, choć bardzo wydajne, były wielkie, ekstremalnie drogie, kruche i praktycznie nie nadawały się do masowej produkcji.

 

Na czym naprawdę polegał przełom technologiczny Olgi Malinkiewicz?

I wtedy pojawiła się Olga Malinkiewicz, młoda Polka, która na Uniwersytecie w Walencji badała optyczne właściwości ultracienkich materiałów stosowanych w optoelektronice. Natknęła się wtedy na badania japońskich naukowców (Kojima/Miyasaka 2009-2012) dotyczące perowskitów. Zauważyła, że owszem, materiał ten świetnie pochłania światło, ale procesy wytwarzania są zbyt drogie i skomplikowane. Zaczęła wtedy testować różne rozpuszczalniki, prekursory i warunki krystalizacji, aż odkryła, że można uzyskać wysokiej jakości warstwę perowskitu przy niskiej temperaturze, o ile kontroluje się odpowiednio proces krystalizacji z roztworu. I na tym polegał przełom polskiej badaczki: pomysł na niskotemperaturowe, roztworowe wytwarzanie warstw perowskitowych, które można nakładać metodami drukarskimi. Malinkiewicz w 2014 opracowała więc sposób, w którym proces krystalizacji zachodzi w kontrolowanych warunkach chemicznych, a nie termicznych, co umożliwiło nanoszenie perowskitu na folie, polimery i ultracienkie szkło. A to z kolei otwierało perowskitom drogę do segmentów rynku niedostępnych dla tradycyjnej fotowoltaiki: czyli lekkich, częściowo transparentnych, drukowanych modułów do elektroniki, zastosowań smart-building, czujników i urządzeń przenośnych. Właśnie dlatego to Saule Technologies jako pierwsza firma perowskitowa na świecie uzyskała certyfikat TUV dla produktu gotowego do wytwarzania masowego w obszarze małych modułów.

Malinkiewicz podkreśla dzisiaj: „Nie chcę robić fotowoltaiki na dachy[…] Ludzie nie potrzebują dziś rekordu wydajności. Chcą zagotować wodę albo włączyć dziecku światło. Poza tym moja technologia jest dziś gotowa do zastosowań militarnych: lekka, cicha, zintegrowana z elektroniką”.

Technologia Malinkiewicz na tamten moment nie rozwiązywała wszystkiego: perowskity nadal potrzebowały dopracowania pod względem stabilności, szczelności i odporności na warunki atmosferyczne, tak samo jak we wszystkich innych laboratoriach na świecie, a także badań nad toksycznością niektórych wersji chemicznych (np. tych z udziałem ołowiu). Ale za to umożliwiała coś, czego inni nie potrafili osiągnąć: produkcję tanimi metodami druku, w niskiej temperaturze, na elastycznych nośnikach. Dlatego właśnie wynalazek polskiej badaczki został doceniony przez Komisję Europejską, MIT i Europejski Urząd Patentowy: nie za odkrycie materiału, lecz za przełom w jego przemysłowym wykorzystaniu. Jej technologię cechował ogromny potencjał, ale nie była jeszcze gotowa na masowe wdrożenie. I właśnie o to toczy się spór między nauką a biznesem.

Obiecujący potencjał, wielki sukces i pasmo nagród

Świat nauki i biznesu dostrzegł w wynalazku Olgi Malinkiewicz dostrzegł ogromny potencjał: perowskity mogły stać się największym przełomem w fotowoltaice od czasów krzemu, a ona sama stała się ambasadorką polskiej innowacji na świecie. Malinkiewicz została uhonorowana wieloma prestiżowymi nagrodami za swoje badania: już w marcu 2014 roku otrzymała główną nagrodę w prestiżowym konkursie naukowym Photonics21 z rąk wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej, a w grudniu 2014 wraz z Arturem Kupczunasem (inżynierem i inwestorem) i Piotrem Krychem (biznesmenem) założyła we Wrocławiu spółkę Saule Technologies (nazwaną na cześć bałtyjskiej bogini Słońca) oraz zaprezentowała w Bostonie pierwszy na świecie drukowany perowskit. Jednak technologia młodej naukowczyni wciąż wymagała intensywnych prac badawczo-rozwojowych; była projektem naukowym w fazie wczesnego rozwoju, a nie gotowym produktem rynkowym. Szacowano, że – zanim folia z perowskitami trafi masowo na rynek – potrzebne będzie nawet 10 lat procesu badawczo-rozwojowego oraz 1,2 mld zł inwestycji, by technologia Malinkiewicz osiągnęła „pełną dojrzałość przemysłową”.

Tymczasem pasmo nagród i sukcesów Malinkiewicz nie ustawało: w 2015 roku  – jako pierwsza Polka w historii! – otrzymała tytuł „Innovator of the Year” w konkursie MIT Technology Review „Innovators Under 35”, a Saule Technologies zostało „Startupem Roku” w konkursie Business Link. Rok 2016 przyniósł Malinkiewicz prezydenckie odznaczenie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla rozwoju nauki polskiej. Tymczasem Saule Technologies, pomimo wczesnego stadium technologii perowskitowej, w 2018 podpisało umowę z firmą budowlaną Skanska na wspólne opracowanie i wdrażanie fotowoltaicznych fasad oraz ekranów akustycznych zasilanych energią słoneczną. Produkty te miały być wykorzystywane w projektach Skanski w Europie, Kanadzie i USA.

W marcu 2020 roku Olga została wyróżniona przez magazyn Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego i uznana za „jedną z najważniejszych kobiet w świecie nowoczesnych technologii” a już w 2021 roku spółka Malinkiewicz, Kupczunasa i Krycha – jako pierwsza na świecie – uruchomiła linię produkcyjną drukowanych ogniw perowskitowych na terenie Wrocławskiego Parku Przemysłowego. Jednak prawdziwy przełom nastąpił w 2023, kiedy Saule Technologies uzyskało certyfikat TÜV Rheinland dla elastycznych modułów perowskitowych: to prestiżowe potwierdzenie zgodności z normami IEC oznaczało, że produkt spełnia rygorystyczne kryteria jakości i może być dopuszczony do użytku w elektronice konsumenckiej. Żadna inna firma na świecie w „branży perowskitowej” nie miała dotąd takiego certyfikatu, co tylko podkreślało pionierską rolę polskiego zespołu. Ale, co istotne: certyfikat ten, zgodny z normą IEC TS 63163, dotyczył zastosowań w elektronice użytkowej. Malinkiewicz przyznała, że dla wejścia na wielkoskalowy rynek outdoor jako alternatywa dla krzemu, wymagany jest inny standard, IEC 61215 który był w planach firmy na późniejszym etapie rozwoju.

Mimo obecnych już wtedy zawirowań biznesowych Saule Technologies, złota passa Malinkiewicz trwała: w lipcu 2024 naukowczyni, znowu jako pierwsza Polka w historii, otrzymała podwójną European Inventor Award: jedną przyznał jej Europejski Urząd Patentowy (w kategorii małych i  średnich przedsiębiorstw), a drugą otrzymała od publiczności za wizjonerski pomysł i technologię, która może zmienić świat.

Jeszcze w połowie 2024 roku wydawało się, że polskie perowskity są narodowym powodem do dumy: wsparte grantami unijnymi i krajowymi rozwijały się dynamicznie, a ich wynalazczyni zbierała laury na międzynarodowych galach. Niestety, za kulisami finansowania projektu narastały już napięcia, które wkrótce miały eksplodować.

 

Finansowanie z publicznych środków i luka kapitałowa

Rozwój tak przełomowej technologii nie byłby możliwy bez dużych nakładów finansowych. Saule Technologies od początku korzystało ze wsparcia publicznego: pozyskało ogromne środki z grantów Unii Europejskiej (22 mln zł) oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju NCBR (25 mln zł). W 2021 r. spółka wygrała także konkurs Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOSiGW), uzyskując promesę kredytu 84 mln zł na skalowanie produkcji, czyli przejście od laboratoryjnego prototypu i małoseryjnej produkcji testowej do dużej, powtarzalnej i opłacalnej produkcji przemysłowej.

Jednak by uruchomić te fundusze, Saule Technologies musiało wnieść wkład własny w wysokości 40 mln zł. I tu pojawił się problem, bo inwestorzy zagraniczni, z którymi prowadzono rozmowy, wycofali się na początku 2022 roku (częściowo wskutek zawirowań rynkowych po wybuchu wojny w Ukrainie). Luka finansowa, która nagle powstała, groziła zahamowaniem całego projektu.

W tym miejscu można by zapytać: dlaczego ta luka kapitałowa w ogóle powstała, skoro wcześniej – w 2022 roku – do spółki Saule Technologies dołączył Columbus Energy, notowany na giełdzie lider polskiej fotowoltaiki? Columbus zainwestował w Saule Technologies 10 mln euro, obejmując ok. 20% udziałów. Bez wątpienia była to znacząca kwota, ale zdecydowanie nie wystarczająca na budowę pełnej linii produkcyjnej, industrializację technologii, badania nad trwałością i skalowanie modułów. Saule Technologies do realnego rozwoju potrzebowało dziesiątek milionów euro więcej.

 

Columbus Energy: sojusz, który stał się pułapką?

Z perspektywy czasu Malinkiewicz ocenia wejście Columbusa bardzo krytycznie: jako moment, który ostatecznie pozbawił ją kontroli nad losem własnej technologii. W wywiadzie z Krzysztofem Stanowskim na „Kanale Zero” w listopadzie 2025, przyznała, że nie była świadoma wszystkich konsekwencji takiego sojuszu.

Jednak tamtym czasie było to przedstawiane jako świetna wiadomość: do naukowców dołącza doświadczony inwestor z branży OZE, dysponujący kapitałem i siecią sprzedaży. Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy, stał się strategicznym udziałowcem Saule i entuzjastycznie opowiadał o potencjale perowskitów. Partnerstwo nauki z biznesem miało przyspieszyć komercjalizację, bo Columbus planował wdrażać ogniwa perowskitowe np. w instalacjach na budynkach komercyjnych. W kolejnych dwóch latach spółka Malinkiewicz rozwijała technologię w oparciu o granty unijne i krajowe, a realna luka powstała dopiero wtedy, gdy zabrakło im 40 mln zł wkładu własnego na uruchomienie promesy kredytowej od NFOSiGW.

Mimo ówczesnej pozycji strategicznego udziałowca Saule Technologies, z powodu problemów finansowych Columbus Energy nie zdecydował się pokryć tej luki ani wejść z większą inwestycją kapitałową. Saule Technologies potrzebowało finansowania na skalę przemysłową, a tymczasem Columbus działał jak inwestor projektowy: inwestował selektywnie, wypłacał środki nieregularnie (według relacji Malinkiewicz), preferował pożyczki obwarowane zastawami i wysokimi odsetkami zamiast po prostu podwyższyć kapitał, do tego kontrolował przepływ środków, a tym samym miał coraz większy wpływ na decyzje finansowe spółki i zmiany w radzie nadzorczej. De facto zamiast finansowania Saule Technologies zaczęło się zadłużać u swojego własnego inwestora. I wciąż nie mogło uruchomić kredytu z NFOSiGW. To właśnie w tym miejscu rozdźwięk między nauką a biznesem stał się już nie strategicznym nieporozumieniem, lecz źródłem narastającego konfliktu.

„Inwestor-drapieżnik” i utrata kontroli nad firmą

Zarząd Saule, w praktyce reprezentowany przez Olgę Malinkiewicz, intensywnie szukał zewnętrznego finansowania, które mogłoby zastąpić wycofane środki zagranicznych inwestorów i pozwolić na uruchomienie państwowego kredytu z NFOSiGW. To ona prowadziła rozmowy z instytucjami finansowymi, partnerami branżowymi i potencjalnymi inwestorami kapitałowymi, próbując zdobyć brakujące 40 mln zł. Jednak wszystkie te opcje okazały się nieskuteczne. Tymczasem w czerwcu 2023 roku pojawił się wybawiciel, a raczej – jak dziś określa go Malinkiewicz – „inwestor-drapieżnik”.

Mowa o Piotrze Kurczewskim, miliarderze znanym z sukcesu w fintechu (to on założył Przelewy24) i głównym akcjonariusz Columbus Energy. Kurczewski zgodził się poprzez swój fundusz DC24 ASI udzielić Saule Technologies brakującej pożyczki 40 mln zł. Umowę podpisano w pośpiechu, a warunki tego finansowania okazały się skrajnie restrykcyjne i – jak podkreślają eksperci – stanowiły niemal podręcznikowy przykład mechanizmu „loan to own” (pożyczka w celu przejęcia). Po pierwsze: pożyczka została zabezpieczona zastawem na całym majątku spółki Malinkiewicz, łącznie z prawami własności intelektualnej (patentami). Po drugie: Kurczewski uzyskał prawo weta w radzie nadzorczej oraz wymóg, by dotychczasowi kluczowi akcjonariusze (w tym Malinkiewicz) głosowali na walnych zgromadzeniach zgodnie z wolą udziałowców większościowych (czyli DC24/Columbus). Wreszcie DC24 otrzymało opcje (warranty) na objęcie blisko 18,6% akcji spółki, co w praktyce oznaczało możliwość znacznego zwiększenia udziałów Kurczewskiego w przyszłości.

Skoncentrowana przede wszystkim na ratowaniu firmy – Olga Malinkiewicz podpisała wtedy tę umowę, choć – jak przyznała w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim z „Kanału Zero” – od razu pojawiła się „czerwona flaga”: dzień przed podpisaniem inwestor dopisał klauzulę, że zabezpieczeniem pożyczki ma być również jej prywatny majątek. Pomimo tego Malinkiewicz podpisała dokumenty, bo próbowała ratować Saule Technologies, wypłacić zespołowi zalegle pensje i nie stracić szansy na uruchomienie państwowego finansowania z NFOSiGW. Przyznała, że zrobiła to pod presją czasu i w zaufaniu do partnerów biznesowych. Teraz oceniła to jako błąd wynikający z braku doświadczenia. Błąd w wyniku którego oddała swój los w ręce inwestora, trzymającego wszystkie karty.

Co więcej, obiecane 40 mln zł okazało się kwotą iluzoryczną. Według relacji Malinkiewicz i współzałożyciela spółki, Piotra Krycha, fundusz DC24 nigdy nie wypłacił im pełnych 40 mln zł – do spółki trafiło niecałe 20 mln zł, a reszta pieniędzy utknęła u Kuczewskiego na skutek mnożonych warunków, problemów i opóźnień. Przez brak środków nastąpił kolejny kryzys: opóźnienia w pensjach i odejście części zespołu badawczego Saule Technologies.

Malinkiewicz podkreśla, że w tym miejscu ujawnia się mechanizm celowego doprowadzania do kryzysu płynnościowego. Jeżeli inwestor, który wchodzi jako „ratunek”, nie wywiązuje się w pełni z zobowiązania, jednocześnie posiadając zastaw na własności intelektualnej i kontrolę decyzyjną, to w efekcie tego spółka traci płynność, co automatycznie prowadzi do naruszenia warunków restrykcyjnej pożyczki. W ten sposób DC24, działając w granicach prawa cywilnego, zyskuje podstawę do egzekucji i przejęcia kontroli nad majątkiem, który wart jest potencjalnie znacznie więcej niż udzielona pożyczka. Pytanie: czy po prostu postanowił skorzystać z okazji, czy od początku przyjął taką taktykę?

Zdaniem Piotra Krycha warunki podyktowane przez Kurczewskiego były wręcz „szantażem finansowym”: pieniądze miały rzekomo ratować firmę, a w praktyce posłużyły do przejęcia nad nią pełnej kontroli. Sam Kurczewski, zamiast pomóc rozwijać technologię, skupił się, co podkreślają dawni współpracownicy, głównie na analizach i audytach w Saule, hamując realne prace badawczo-rozwojowe technologii perowskitowej.

 

Początek batalii o władzę nad technologią

Zarówno inwestorzy, jak i Malinkiewicz, podkreślają, że Columbus Energy, będący strategicznym udziałowcem, wolał udzielać pożyczek zabezpieczonych wysokimi odsetkami i zastawami, zamiast podwyższać kapitał. Pożyczki te, choć wnoszone przez podmioty powiązane z inwestorem (DC24), były obwarowane warunkami, które uniemożliwiały spłaty, gdy tylko projekt napotykał opóźnienia, co jest typowe w agresywnych strategiach „venture debt”.

Columbus Energy rzeczywiście wskazywał formalne podstawy do wypowiedzenia umów kredytowych, powołując się na naruszenie warunków, np. brak dostarczenia dokumentów zabezpieczających. Ale w kontekście tego, że inwestor-wierzyciel jednocześnie kontroluje radę nadzorczą i przepływy finansowe, takie naruszenia często są jedynie technicznymi pretekstami do rozpoczęcia egzekucji. Warunek nałożenia zastawu na własność intelektualną (patenty) oraz wymuszenie osobistego poręczenia na twórczyni technologii, która to technologia w dużej mierze została stworzona za publiczne pieniądze, pokazuje jak bardzo niesymetryczne jest ryzyko ponoszone przez obie strony. W przypadku niepowodzenia rynkowego, całe ryzyko ponosiła Malinkiewicz, która mogła stracić zarówno swoją technologię, jak i majątek osobisty.

W maju 2025 Olga Malinkiewicz złożyła w Prokuraturze Krajowej zawiadomienie, w którym zarzuciła zarządowi Columbus Energy oraz radom nadzorczym działanie na szkodę Saule Technologies. Publicznie zaczęła też zadawać pytania o to, w czyim interesie faktycznie działają udziałowcy, sugerując, że chodzi o przejęcie najcenniejszych aktywów Saule. W odpowiedzi została szybko odwołana z zarządu Saule Technologies, a na jej miejsce wszedł Michał Gondek (wiceprezes Columbus Energy). Columbus tłumaczył tę zmianę „niegospodarnością” poprzedniego zarządu i koniecznością „uporządkowania sytuacji”.

Jak podkreśla Malinkiewicz, wtedy właśnie spółka Saule została sparaliżowana decyzyjnie: zarząd okrojono do jednej osoby, pracownicy przestali otrzymywać wynagrodzenia, a kluczowe decyzje i tak podejmowali w cieniu ludzie Kurczewskiego (DC24) i Zielińskiego (Columbus Energy). Malinkiewicz jest przekonana, że był to element strategii mającej doprowadzić Saule do upadku i przejąć jej aktywa za bezcen. Jak podkreśliła w rozmowie ze Stanowskim: „Pożyczkodawca nic nie ryzykował, tylko pożyczał pieniądze, a kolejne zmiany w radzie nadzorczej dały mu pełną kontrolę. Celem było finansowe zduszenie spółki”. W ocenie Malinkiewicz – DC24 zastosowało wręcz klasyczny schemat działania „inwestora-drapieżcy”: wybrać firmę w trudnej sytuacji, zaoferować ratunek, następnie nie wywiązać się w pełni z obietnic finansowych, doprowadzić firmę na skraj upadłości, by na końcu przejąć jej majątek (patenty i  sprzęt).

Wojna perowskitowa: zarzuty i oskarżenia po obu stronach

Tak rozpoczęła się otwarta wojna między Olgą Malinkiewicz a jej inwestorami. Obie strony wysunęły ciężkie zarzuty. Piotr Kurczewski (DC24) i Dawid Zieliński (Columbus Energy) publicznie oskarżyli Saule o niegospodarność i wprowadzanie udziałowców w błąd. Inwestorzy, w tym Columbus Energy, publicznie wyrażali, że czują się zawiedzeni obietnicami Saule Technologies dotyczącymi ogniw perowskitowych. Co więcej, spółki z grupy Columbus Energy, wzywając do natychmiastowego uregulowania zobowiązań, powoływały się na formalne naruszenie warunków umowy pożyczki w tym niewywiązanie się z obowiązku dostarczenia dokumentów zabezpieczających pożyczki.

Latem 2025 nowy zarząd (zdominowany przez ludzi Kurczewskiego) twierdził, że audyt wykazał wydanie ponad połowy środków spółki na cele inne niż prace badawczo-rozwojowe i że były zarząd miał rzekomo „rozmijać się z prawdą” w sprawie stanu technologii. Inwestorzy podkreślali, że okazało się, iż technologia perowskitowa jest we wcześniejszej fazie rozwoju, niż początkowo deklarowała Malinkiewicz, i potrzeba dalszych gigantycznych inwestycji, by ją skomercjalizować. Pojawiły się też sugestie o „marnotrawieniu publicznych i prywatnych funduszy” przez Saule Technologies oraz zapowiedzi zawiadomień do prokuratury.

Malinkiewicz broniła się, wskazując na manipulacje i przeinaczanie faktów przez przedstawicieli inwestora. Jej wersja wydarzeń jest diametralnie inna: to Columbus i DC24 przejęły pełną kontrolę nad finansami spółki od 2023 r., blokując wiele działań rozwojowych. I że nie ma mowy o żadnej samowoli Saule, gdyż wszystkie kluczowe raporty finansowe zatwierdzała rada nadzorcza z ludźmi Kurczewskiego, a wydatki były pod ich ścisłym nadzorem. Co więcej, Malinkiewicz twierdzi, że komunikaty przekazywane opinii publicznej przez Saule również były autoryzowane przez inwestorów, a czasem nawet pod presją z ich strony, by przedstawiać projekt w lepszym świetle, gdy było to potrzebne do pozyskania kolejnych środków finansowych.

Ponadto zarzut, że „wcześniejszy zarząd wprowadził inwestorów w błąd, co do stanu technologii”, Malinkiewicz uważa za szczególnie krzywdzący. Badaczka przypomina, że wszyscy udziałowcy (w tym Kurczewski i Zieliński) byli informowani na bieżąco o postępach i ograniczeniach technologii perowskitowej, a przedstawiane przez wcześniejszy zarząd ambitne plany rozwoju (np. wizja zwiększenia mocy produkcyjnych) były jedynie scenariuszami, a nigdy deklaracją stanu faktycznego.

 

Spór o TRL (Technology Readiness Level): naukowa rzeczywistość kontra oczekiwania inwestorów

Należy podkreślić, że technologia była gotowa na rynek IoT. Nie była natomiast gotowa na rynek tradycyjnej fotowoltaiki outdoor (wielkoskalowej), co wymagałoby innego certyfikatu (IEC 61215) oraz dodatkowego R&D o szacowanej wartości 1,2 mld PLN w perspektywie 10 lat. Biorąc pod uwagę globalne standardy, zarzuty DC24 i Columbus o „wcześniejszej fazie rozwoju” niż deklarowana – mogą wynikać z celowego (?) mylenia gotowości rynkowej (TRL) dla niszy IoT z TRL wymaganym dla rynku utility-scale, lub po prostu z braku zrozumienia dla długiego horyzontu czasowego, jaki cechuje inwestycje deep-tech. Zdaniem Mainkiewicz zarządzający DC24 i Columbus po prostu nie rozumieli specyfiki technologii perowskitowej: mylili podstawowe pojęcia inżynierskie i wyolbrzymiali różnice między stanem faktycznym a planami, po to by ją zdyskredytować.

We wrześniu 2025 Malinkiewicz wystosowała list do premiera Donalda Tuska, ostrzegając przed próbą sprzedaży technologii Saule do Chin przez obecnych udziałowców. Dosłownie dzień po tym liście Columbus ogłosił, że zaprasza polskie instytucje publiczne do rozmów o przejęciu projektu przez Skarb Państwa, argumentując, że udział państwowego inwestora to jedyny sposób na ustabilizowanie sytuacji w spółce.

Jesienią Malinkiewicz poszerzyła swój apel także o instytucje unijne. Podkreśliła, że jeśli technologia Saule trafi do Chin, powstanie de facto globalny monopol na perowskity nowej generacji, podczas gdy polska technologia nie wymaga metali ziem rzadkich i mogłaby być fundamentem europejskiej niezależności energetycznej. W międzyczasie zapadło ważne orzeczenie sądu w Krakowie: oddalono wniosek Columbusa o zakaz wypowiadania się przez Malinkiewicz na temat ich działań. Sąd uznał, że jej wypowiedzi są rzeczowe, oparte na faktach i mieszczą się w granicach dopuszczalnej krytyki.

Ten festiwal wzajemnych pretensji rozgrywał się w mediach branżowych, oświadczeniach prasowych i pismach prawniczych. Niestety dla Malinkiewicz, inwestorzy dysponowali silniejszymi narzędziami niż tylko słowa – oni także mieli w garści wyroki sądowe i decyzje komorników. I właśnie na polu prawnym rozegrał się najbardziej dramatyczny akt tej historii.

 

489 milionów długu i komornik na koncie wynalazczyni

DC24 i Columbus, posiadając zabezpieczenia w postaci firmowego i prywatnego majątku Malinkiewicz, wystąpili o zwrot swoich wierzytelności. Wiosną 2025 zaczęła się seria postępowań, w wyniku których badaczka została obciążona gigantycznymi kwotami. Columbus publicznie poinformował o odrzuceniu przez prokuraturę zawiadomienia złożonego przez Olgę Malinkiewicz. Prokuratura uznała, że spór ma charakter wyłącznie cywilny i gospodarczy, a działania inwestorów były racjonalne z punktu widzenia zabezpieczenia ich interesów majątkowych w świetle braku perspektyw na osiągnięcie zakładanych celów rozwojowych.

Ponadto inwestorzy podkreślali, że wstępne wyniki audytu wewnętrznego stanowią formalne uzasadnienie dla ich działań, natomiast zmiany w zarządzie Saule Technologies (usunięcie Malinkiewicz i wprowadzenie Michała Gondka) zostały utrzymane w mocy przez sąd, co legalizuje przejęcie kontroli operacyjnej przez ludzi Kurczewskiego i Zielińskiego.

Kulminacją był szokujący nakaz zapłaty z wrocławskiego sądu: 489 825 677,16 zł na rzecz funduszu DC24 i Piotra Kurczewskiego. Kwota niemal pół miliarda złotych robi wrażenie , ale jak twierdzi Malinkiewicz, powstała ona w wyniku absurdalnej pomyłki sądowej (pomylenie kwoty 5 mln zł z sumą potencjalnych kar odsetkowych). Różnica rzędu 484 mln zł została co prawda później skorygowana, ale fakt, że w ogóle doszło do takiej pomyłki, Malinkiewicz uznaje za przykład „przybijania pieczątek bez czytania” – czyli urzędowej opresji wobec wynalazcy, którego sprawom nie poświęcono należytej uwagi.

Jeszcze poważniejsze skutki miały realnie egzekwowane decyzje. Ponieważ Malinkiewicz poręczyła prywatnie część długów Saule (co, jak pamiętamy, było wymuszone w umowie pożyczki), inwestorzy szybko skierowali roszczenia do komornika. Zablokowano jej osobiste konta bankowe i oszczędności, pomimo że spółka Saule nadal posiadała wartościowe aktywa (linie produkcyjne, patenty, itp.) mogące stanowić spłatę długu. Niestety Columbus Energy, jak podkreśla badaczka, poszedł najprostszą drogą: skoro poręczyła własnym majątkiem, to inwestor postanowił ściągnąć dług z osoby prywatnej. W rezultacie twórczyni  polskiej technologii perowskitowej została z zablokowanym dostępem do własnych pieniędzy.

Badaczce pomagają prawnicy pro bono, a społeczne zaufanie do niej (widoczne choćby w komentarzach w mediach) wciąż jest duże. Jednak starcie z tak potężnymi przeciwnikami odbywa się nierównymi siłami. W pewnym momencie Malinkiewicz spróbowała nawet zorganizować zbiórkę publiczną na koszty prawne, jednak serwis pośredniczący zablokował całą akcję – być może pod wpływem nacisków lub ryzyka prawnego, jakie niesie jej spór z inwestorami. W tej sytuacji zdecydowała się na ruch ryzykowny, ale pozwalający nagłośnić sprawę: pod koniec listopada 2025 Olga Malinkiewicz wystąpiła w głośnym wywiadzie na „Kanale Zero” Krzysztofa Stanowskiego. W szczerej, blisko trzygodzinnej rozmowie opisała dziennikarzowi szczegóły konfliktu, które wcześniej znało wąskie grono. Malinkiewicz powiedziała wtedy m.in.:

„Poprzednia próba sprzedaży technologii Saule do powiązanych z Rosją podmiotów gospodarczych została skutecznie zablokowana przeze mnie jako członka zarządu spółki. Teraz, kiedy DC24 ASI i Columbus Energy próbują zaangażować polski system państwowy w postaci prokuratury i służb specjalnych, by poprzez dyskredytację technologii i jej twórców stworzyć iluzję, że technologia Saule nie jest istotna dla bezpieczeństwa Polski, ochrona tej technologii potrzebuje pomocy polskiego rządu”.

 

Kuriozalna rozmowa telefoniczna z prezesem Columbus Energy

Kulminacyjnym momentem rozmowy na „Kanale Zero” stało się nieoczekiwane włączenie do dyskusji Dawida Zielińskiego, prezesa Columbus Energy, z którym Stanowski na żywo połączył się telefonicznie. Inwestor zaczął od ostrej deklaracji: stwierdził bowiem, że „Malinkiewicz dzisiaj jest osobą, która nie ma żadnego znaczenia w temacie tej technologii i tego, co ma Saule. Tak, to prawda. Ale może to odzyskać, współpracując z nami. Tym samym publicznie podważył jej rolę i wkład w projekt perowskitów. Taka uwaga – w stosunku do wynalazczyni innowacyjnej technologii – wywołała ogromne poruszenie. Wielu obserwatorów dostrzegło w tym przejaw arogancji świata biznesu wobec uznanej naukowczyni, a nawet objaw „efektu Matyldy”, czyli umniejszania wkładu kobiety w sukces naukowy na rzecz narracji, że faktyczne znaczenie i sprawczość leżą po stronie „prawdziwych decydentów” (zwykle mężczyzn kontrolujących kapitał i struktury korporacyjne), a nie po stronie naukowczyni, która stworzyła technologię.

Malinkiewicz spokojnie ripostowała, że technologia perowskitowa to jej dzieło życia, a to, że została od niej odsunięta siłą, nie oznacza, iż nagle przestała się na niej znać. Prezes Columbus Energy zaprzeczał również, jakoby intencją inwestorów było zduszenie Saule – twierdził, że Columbus włożył łącznie ponad 60 mln zł w przedsięwzięcie i chciał jego powodzenia. W toku dalszej rozmowy Zieliński najpierw zasugerował, że Malinkiewicz działa pod wpływem „doradców ze służb wschodnich”:

 

„Olga dzisiaj albo będzie współpracować z państwem polskim, albo z panem Iwanem Czurywiłowiczem. Albo będzie współpracować z polskimi przedsiębiorcami, skarbem państwa, albo ze Wschodem. Albo będzie współpracować z ludźmi, którzy dali jej 120 mln złotych plus 150 z UE, albo ze służbami wschodnimi” – ciągnął niezrażony Zieliński, pytając na finał: – „Kim jest dla ciebie, Olga, pan Iwan Czuryłowicz, oprócz tego, że jest kochankiem?”

Oburzona naukowczyni odparła: „Nie wiem, o czym teraz mówisz, ale myślę, że będziesz za to rozliczony, tak jak za wszystkie inne rzeczy”. Przyznała też: „Znam pana Iwana (…). Poznaliśmy się na gali nagród TVP, to był chyba 2016 rok. (…) Mamy kontakt tak jak z wieloma osobami, które poznaje się w życiu, nic ponad to. Nie wiem, o co chodzi z tymi sugestiami o służbach”.

Malinkiewicz podkreśliła wszystkie jej powiązania są transparentne i można je zweryfikować. Zauważyła też, że Zieliński skierował w jej stronę poważne oskarżenia i możliwe, że chciał odwrócić uwagę od głównego tematu rozmowy. Wyraźnie zaznaczyła, że nie prowadzi żadnych rozmów na temat sprzedaży technologii perowskitowej na wschód.

Kim jest Iwan Czuryłowicz? Zgodnie z wyjaśnieniami Olgi Malinkiewicz, udzielonymi w wywiadzie dla Onet.pl, Iwan Czuryłowicz jest obywatelem Polski i byłym doradcą w Parlamencie Europejskim, a obecnie pracuje w Brukseli na rzecz sektora prywatnego. W przeszłości był również doradcą Ministra Finansów Ukrainy w Kijowie, pracując z ramienia Banku Światowego. Malinkiewicz poznała go w Warszawie w 2016 r., podczas gali TVP „Za zasługi dla Polski i Polaków za granicą”, gdzie oboje – wraz z Agnieszką Radwańską – otrzymali wyróżnienie. Nawiązali kontakt, bo badaczka – czując się niepewnie w kotaktach z inwestorami – potrzebowała konsultacji. Wykształcony m.in. w Oksfordzie i posiadający wieloletie doświadczenie w branży finansowej, Czuryłowicz już wtedy zwrócił uwagę na szereg nadużyć i nieprawidłowości ze strony inwestorów. Rekomendwał zatrudnienie CFO zarządzającego finansami, aby zabezpieczyć interesy Saule Technologies oraz przestrzegał przed nieuczciwością wspólników, sugerując, by zaczęła szukać inwestorów na Zachodzie.

Tyczasem Piotr Krych i Artur Kupczunas, wspólnicy Olgi Malinkiewicz w Saule, skutecznie zniechęcili ją do kontaktu z Czuryłowiczem, sugerując, że może być „wschodnim agentem”, co – jak Malinkiewicz podkreśla w Onet.pl – było bezpodstawną manipulacją. Po 8 latach, gdy przypadkowo spotkali się w Brukseli, Czuryłowicz – wysłuchawszy tego, co finalnie ją spotkało – złapał się za głowę i dokładnie wytłumaczył strategię, która od poczatku przyświecała jej wspólnikom.

„Żałuję, że nie posłuchałam wtedy Iwana” – mówi dzisiaj naukowczyni i podkreśla, że w przypadku Czuryłowicza nie ma mowy o żadnym spisku, a jedyną osobą, która przyprowadziła mi inwestorów ze wschodu bez ich należytego sprawdzania, był Dawid Zieliński”.

Przypomnijmy, że w rozmowie telefonicznej ze studiem Kanału Zero prezes Columbus Energy odniósł się do własnych powiązań ze wschodem: „Mieliśmy przypadek, że człowiek, którego zatrudniliśmy był związany z Chinami. To było faux pas!”.

Patriotyzm jako argument biznesowy: czyli jak inwestorzy próbowali sprzedać państwu Saule Technologies

Najbardziej osobliwy fragment dialogu badaczki z biznesmenem dotyczył jednak przyszłości perowskitów. Zieliński złożył Malinkiewicz na wizji propozycję „oddania całego swojego osiągnięcia państwu polskiemu za symboliczną złotówkę”, argumentując to interesem narodowym. Innymi słowy, zaproponował jej, by wyrzekła się praw do swojej technologii i przekazała je skarbowi państwa, a wtedy inwestorzy odstąpią od roszczeń. Ton był pozornie patriotyczny, ale dla Malinkiewicz brzmiało to jak ultimatum. Badaczka odpowiedziała ostro, ujawniając prawdziwy plan Columbusa i DC24: „To wy, pan i Kurczewski, chcecie wyciągnąć z Saule Technologies wszystko, co cenne, przenieść do nowej spółki i sprzedać państwu”. Ujawniła tym samym, że inwestorzy w mediach finansowych już ogłosili publicznie ofertę dla rządu: dali państwu polskiemu czas do 16 grudnia na przejęcie wydzielonego majątku Saule (patentów i maszyn) poprzez podstawioną spółkę, tłumacząc to chęcią „uratowania technologii dla Polski”.

Taktyka inwestorów mająca na celu wymuszone wyjście z inwestycji poprzez sprzedaż technologii polskiemu rządowi to nic innego jak próba monetyzacji aktywów poprzez wykorzystanie argumentu bezpieczeństwa narodowego. W ten sposób państwo polskie, które pierwotnie finansowało proces badawczo-rozwojowy technologii perowskitowej kwotą około 47 mln PLN, zostało postawione w sytuacji, w której musi odkupywać własne aktywa (w postaci własności intelektualnej, patentów itp) od prywatnych inwestorów, pod groźbą utraty kluczowej technologii o potencjale militarnym i energetycznym. Malinkiewicz u Stanowskiego skwitowała to słowami: „chcecie wykraść wszystko co cenne i niech państwo to kupi”.

W dalszej części rozmowy Zieliński próbował jeszcze załagodzić ton, proponując Malinkiewicz prywatne spotkanie w postaci „spaceru w Łazienkach”– bez udziału mediów i doradców, gdzie wszystko sobie wyjaśnią. Twierdził nawet, że „on nic z tej historii nie potrzebuje” poza odzyskaniem pieniędzy akcjonariuszy Columbusa, i że mogą się dogadać. Malinkiewicz zażądała najpierw natychmiastowego uwolnienia jej prywatnych kont bankowych od komornika na znak dobrej woli drugiej strony. Na to Zieliński przystać już nie chciał, ale na zakończenie dodał: „Chcesz, żeby twoje laboratorium zbierano z parkingu? To jest bez sensu, co ty robisz! Kobieto, wszystkie zbiórki zamknięto. (…) Kobieto, ogarnij się!” – emocjonował się Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy.

 

System do zmiany: naukowiec kontra inwestor na nierównych prawach

Przypadek Saule Technologies obnażył kilka systemowych słabości ekosystemu innowacji w Polsce. Pierwszym problemem jest nierównowaga sił między wynalazcami a inwestorami. Naukowcy, często pełni pasji i zorientowani na rozwój technologii, w starciu z profesjonalnymi graczami rynku finansowego bywają bezbronni. Malinkiewicz sama przyznała, że brak biznesowego obycia i nadmierne zaufanie do partnerów zaprowadziły ją na skraj przepaści.

W polskim systemie prawnym nie ma szczególnych mechanizmów ochronnych dla founderów-innowatorów, bo umowy inwestycyjne mogą zabezpieczać kapitał tylko jednostronnie. Klauzule, które zmusiły Olgę do poręczenia długów osobistym majątkiem, oraz pozwoliły przejąć jej firmę przez zastaw na własności intelektualnej, nie spotkały się z żadną barierą prawną. To rodzi pytanie: czy państwo nie powinno chronić szczególnie tych przedsięwzięć, które powstają przy wsparciu publicznych dotacji? Sama Malinkiewicz po czasie wprost apeluje o zmiany w prawie uniemożliwiające przejmowanie spółek zbudowanych za publiczne pieniądze poprzez takie sztuczki jak zastawy rejestrowe. Gdy miliony z grantów UE czy NCBR idą na rozwój technologii, a potem prywatny fundusz jednym podpisem przejmuje patenty i może sprzedać je za granicę, to społeczeństwo traci podwójnie. Tego typu sytuacje pokazały lukę w systemie, którą należy załatać, jeśli Polska chce strategicznie wspierać innowacje.

Drugim wątkiem jest kultura biznesowa i etyka inwestorów. Oczywiście nie każdy inwestor to „drapieżnik”, bo wielu z nich rzetelnie wspiera startupy, dzieląc ryzyko. Jednak przypadek DC24 pokazał schemat działania, który niestety bywa spotykany: wejść w trudnym momencie, zabezpieczyć się maksymalnie, a w razie niepowodzenia obciążyć wszystkich poza sobą. Kurczewski pożyczał pieniądze na wysoki procent (według Malinkiewicz nawet 20%) i niczym nie ryzykował, bo zabezpieczył się na majątku spółki i founderki. Gdy Saule wpadło w problemy płynnościowe m.in. przez opóźnienia wypłat pożyczek, natychmiast egzekwowano długi od Malinkiewicz. Taka asymetria ryzyka zniechęca innowatorów: boją się, że w razie porażki zostaną z niczym (albo gorzej, z długami), podczas gdy inwestorzy zabezpieczą swoje interesy prawnie. To klimat, który nie sprzyja śmiałym projektom technologicznym.

Trzecim aspektem jest brak systemowego wsparcia pomostowego ze strony państwa. W historii Saule kluczowym punktem było to nieszczęsne 40 mln zł wkładu własnego do kredytu z NFOSiGW. Gdyby istniał państwowy fundusz ratunkowy dla projektów o strategicznym znaczeniu (a za taki można uznać technologię OZE o globalnym potencjale), być może nie trzeba by sięgać po prywatny kapitał na tak drakońskich warunkach. Malinkiewicz próbowała zainteresować pomocą rozmaite instytucje – finalnie dopiero podniesienie alarmu w liście do premiera Donalda Tuska o ryzyku przejęcia technologii przez Chińczyków zmusiło decydentów do reakcji. Dopiero to, wraz z szumem medialnym, spowodowało pewne ruchy: ministerstwa zostały zaproszone przez Columbus do rozmów o ewentualnym odkupieniu technologii. Trzeba jednak zapytać: dlaczego dopiero na etapie katastrofy? Przez lata, gdy Saule Technologies rozwijało skrzydła, polskie państwo głównie kibicowało z boku, nie proponując np. objęcia złotej akcji czy udziału kapitałowego, który dziś pozwalałby mu zabezpieczyć interes publiczny. Gdy przyszło co do czego, rząd nie miał narzędzi ani nawet jasnej strategii, jak zareagować. To ważna lekcja, bo udowadnia, że innowacje o strategicznym znaczeniu wymagają także strategicznej opieki, by uniknąć sytuacji, że lata dofinansowań kończą się wyprzedażą know-how.

Efekt Matyldy: kobieta-naukowczyni w męskim świecie wielkiego biznesu

Warto pochylić się też nad wymiarem genderowym tej historii. Olga Malinkiewicz jest nie tylko wybitną naukowczynią, ale i jedną z nielicznych kobiet-founderów w polskim high-techu. Jej zmagania każą zadać pytanie, na ile systemowe bariery dotykają w szczególny sposób właśnie innowatorki płci żeńskiej? W świecie nauki od dawna mówi się o „efekcie Matyldy”, czyli zjawisku pomniejszania lub wręcz wymazywania wkładu kobiet w odkrycia na rzecz przypisywania zasług mężczyznom.

W przypadku Saule Technologies pewne sygnały tego efektu można dostrzec w narracji prezentowanej przez inwestorów po odsunięciu Malinkiewicz. Chociaż to ona jest autorką patentu i technologii, przedstawiano ją jako osobę już nieistotną, a nawet jako problem hamujący rozwój firmy. Stwierdzenie prezesa Zielińskiego, że założycielka „nie ma znaczenia” dla technologii, której jest autorką, jest podręcznikowym przykładem dyskredytowania kobiecego wkładu. Trudno wyobrazić sobie podobne słowa skierowane do wynalazcy-mężczyzny o globalnej renomie! Prawdopodobnie spotkałyby się z ostrą reakcją środowiska.

Niestety prawda jest taka, że polska rzeczywistość startupowa również nie rozpieszcza kobiet. Statystyki są bezlitosne: startupy prowadzone przez kobiety przyciągają w Polsce zaledwie 2–3% kapitału venture. Kobiety stanowią co najwyżej kilkanaście procent założycieli firm technologicznych, a dominacja mężczyzn na stanowiskach decyzyjnych (fundusze, korporacje) jest ogromna. W takim układzie młoda kobieta-naukowiec może być traktowana przez inwestorów protekcjonalnie lub podejrzliwie: czy na pewno zna się na biznesie? czy poradzi sobie z zarządzaniem?

Malinkiewicz przyznaje, że nie miała doświadczenia biznesowego, ale czy to usprawiedliwia wykorzystanie jej zaufania? Jej historia pokazuje, że potrzebujemy więcej wsparcia dla kobiet w nauce i startupach. I to nie tylko w formie programów mentoringowych, ale też lepszego zrozumienia ze strony inwestorów, że różnorodność wśród founderów to wartość, a nie ryzyko. W wywiadzie Malinkiewicz apelowała do innych naukowców (w domyśle: także naukowczyń), by „robić solidny due diligence inwestorów” i uważać na „gangsterskie zasady” panujące czasem w świecie venture. Jej gorzka lekcja może posłużyć innym innowatorkom jako przestroga: warto walczyć o swoje, ale trzeba być podwójnie czujnym w negocjacjach, bo dobre intencje nie zawsze są obecne po drugiej stronie stołu.

Szokujący brak ochrony polskiej myśli technicznej

Skandal wokół Saule Technologies postawił też w niezręcznym świetle polskie władze. Oto projekt, którym chwalono się w mediach jako polskim przełomie, nagle znalazł się na krawędzi rozpadu, a jego kluczowa postać publicznie woła o ratunek. Reakcje państwa były spóźnione i niejednoznaczne. Poprzedni rząd (z 2021–2023) raczej dystansował się od konfliktu. I choć państwowy NCBR i NFOSiGW inwestowały środki, nie było mechanizmu szybkiej interwencji, gdy zaczęły dziać się niepokojące rzeczy (np. gdy Kurczewski przejmował kontrolę nad Saule Technologies).

Dopiero nowa administracja (po wyborach 2023) zaczęła przyglądać się sprawie: stąd wspomniane zaproszenie ministerstw do rozmów. Pojawiły się też deklaracje polityków, że „technologia powinna zostać w Polsce”. Jednak wciąż brakuje konkretnych decyzji i do dziś nie wiemy, czy rząd realnie rozważa odkupienie perowskitów, czy może udział państwowych spółek w ich dalszym rozwijaniu. Być może odstrasza skala sum, jakich żądają inwestorzy (w końcu mowa była nawet o setkach milionów). Tak czy inaczej, państwo nie zdało tu egzaminu z proaktywnego chronienia polskiej myśli technicznej. Pozostawienie pełnej swobody rynkowi skończyło się chaosem i groźbą, że lata finansowania z publicznej kiesy przyniosą owoce komuś innemu (np. zagranicznej firmie, która kupi patenty).

Malinkiewicz, choć jak sama podkreśla uważa się za patriotkę, doświadczyła braku realnego wsparcia ze strony instytucji, gdy naprawdę go potrzebowała. Państwowe programy wsparcia innowacji kończą się często na etapie grantów, natomiast brakuje pomocy w skalowaniu, komercjalizacji i ochronie przed agresywnymi przejęciami. Być może ta głośna sprawa stanie się impulsem, by to zmienić.

Perowskity w globalnym wyścigu: czy Polska straci swój atut?

Nie można zapominać, że w tle tego dramatu toczy się globalny wyścig technologiczny. Perowskity są obiektem badań i inwestycji na całym świecie – od laboratoriów w Europie, po wielkie konsorcja w Azji i USA. Brytyjski Oxford PV rozwija tandemowe ogniwa perowskitowo-krzemowe, bijąc rekordy wydajności (ich moduły osiągnęły już ok. 24-25% sprawności, a firma planuje budowę gigafabryki). Niemiecki instytut HZB (Helmholtz-Zentrum Berlin) ustanowił rekord sprawności ogniwa tandemowego 32,5%, potwierdzony certyfikatem w 2022 r. W Azji, zwłaszcza w Chinach, trwa prawdziwy boom perowskitowy. Chińskie startupy wsparte państwem uruchamiają pierwsze linie produkcyjne o mocach liczonych w setkach megawatów, a nawet gigawatach rocznie. Według analiz, cztery chińskie firmy już sprzedają perowskitowe moduły liczone w megawatach, więcej niż reszta świata razem wzięta, a kolejne wchodzą do gry. Japońskie uniwersytety (np. Tokio, Okinawa) również prowadzą intensywne prace: przypomnijmy, że to w Japonii w 2009 r. opisano pierwsze obiecujące wyniki ogniw perowskitowych. Obecnie Japończycy koncentrują się na poprawie trwałości materiału i widzą zastosowania m.in. w przestrzeni kosmicznej.

Na tym tle technologia perowskitowa Saule Technologies nie jawiła się jako porażka, ale plasowała Polskę w ścisłej czołówce wyścigu. To naturalne, że od wynalazku do produktu potrzeba czasu: nawet najbardziej zaawansowane firmy na świecie wciąż dopracowują swoje perowskity, a masowa komercjalizacja dopiero raczkuje. Eksperci przestrzegają, że konkurencja w solarach jest brutalna i perowskity muszą się jeszcze ekonomicznie udowodnić swoją siłę. Niemniej wszystkie poważne prognozy dają tej technologii duży udział w przyszłości energetyki.

Pytanie, czy Polska będzie beneficjentem tego trendu, czy tylko widzem? Jeśli w wyniku opisanego konfliktu dojdzie do rozpadu Saule Technologies lub wyprzedaży patentów za granicę, stracimy szansę na bycie dostawcą, a pozostanie nam rola importera cudzych rozwiązań.

Jak nie marnować polskiego potencjału innowacji i talentów naukowych?

Sprawa Olgi Malinkiewicz to wielowątkowy dramat, z którego płyną ważne wnioski dla ekosystemu innowacji, nauki i biznesu w Polsce. Po pierwsze, potrzebujemy czytelniejszych zasad współpracy między naukowcami a kapitałem. Innowacje deep-tech rządzą się innymi prawami niż np. startupy software’owe, bo wymagają o wiele dłuższego horyzontu, cierpliwości i zrozumienia ryzyka technologicznego. Inwestor nastawiony na szybki zysk i pełne zabezpieczenie się kosztem foundera może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. W interesie całego środowiska startupowego jest wypracowanie kodeksu dobrych praktyk, który uchroni przed najbardziej skrajnymi przypadkami. Ta historia już teraz jest przestrogą dla polskich founderów, by dokładnie weryfikować z kim wchodzą w spółkę, a zwłaszcza czytać drobny druk przy umowach pożyczek. Być może warto pomyśleć o mechanizmach prawnych, które np. ograniczą możliwość żądania osobistych poręczeń od założycieli innowacyjnych spółek.

Po drugie, państwo powinno przeanalizować lukę, jaką ujawnił ten case, i wdrożyć instrumenty ochronne dla technologii finansowanych ze środków publicznych. Nie chodzi o ręczne sterowanie startupami, ale o pewne zabezpieczenia: np. klauzule w umowach grantowych, że sprzedaż patentów zagranicę wymaga zgody grantodawcy, albo prawo pierwokupu przez instytucję państwową, gdy grozi upadłość strategicznej spółki technologicznej. Skoro inwestujemy wspólne pieniądze w rozwój, to nie po to, by ktoś potem mógł je odsprzedać za granicę.

Po trzecie, trzeba kontynuować i wzmacniać wysiłki na rzecz równouprawnienia kobiet w nauce i biznesie technologicznym. Historie sukcesu takie jak Olgi Malinkiewicz inspirują wiele młodych kobiet do podążania ścieżką STEM. Ale gdy widzą one, z jakimi przeszkodami musi się mierzyć kobieta-wynalazczyni (od niedoceniania jej osiągnięć po brutalne rozgrywki biznesowe) nic dziwnego, że odpuszczają już na starcie. Dlatego musimy głośno mówić o wkładzie kobiet w polskie innowacje, żeby żadna narracja (czy to naukowa, czy biznesowa) nie mogła go łatwo wymazać.

Tymczasem los polskich perowskitów ciągle się waży. Olga Malinkiewicz podkreśla, że będzie walczyć wszystkimi sposobami, aby technologia pozostała w Polsce i żeby udowodnić jej wartość. Zespół naukowy Saule, pomimo rozproszenia, potwierdza, że ogniwa działają i mają ogromny potencjał w zastosowaniach, od elektroniki po rozwiązania militarne

Jest więc o co walczyć. Ta walka nie dotyczy już tylko jednej firmy czy jednej naukowczyni. To walka o kulturę innowacji w naszym kraju: o to, czy potrafimy mądrze łączyć naukę z biznesem, szanując obie strony; czy umiemy chronić rodzime odkrycia i ludzi, którzy za nimi stoją; czy wyciągniemy lekcję i zbudujemy system, w którym kolejne przełomy naukowe będą rodzić się w lepszych, bardziej sprawiedliwych warunkach.

Kluczowe pytanie: kto ma rację i czy na pewno tylko Malinkiewicz?

Na koniec warto uczciwie powiedzieć to, czego wiele komentarzy unika: w tym sporze każda ze stron ma swoje “racje” – tylko że gra w zupełnie inną grę. Piotr Kurczewski i Dawid Zieliński poruszają się po twardych torach wolnorynkowego kapitalizmu: odpowiadają przed akcjonariuszami, liczą zwrot z inwestycji, optymalizują ryzyko, korzystają z narzędzi, które daje im prawo (zastawy, pożyczki, zabezpieczenia na majątku, przejęcia aktywów). Do tej pory państwo ani sądy karne nie zakwestionowały legalności ich działań; to, co robią, mieści się w literze obowiązujących przepisów i logice agresywnego, ale formalnie dopuszczalnego biznesu.

Z drugiej strony stoi Olga Malinkiewicz, która patrzy na ten sam projekt jak naukowczyni i wynalazczyni: technologia niedojrzała komercyjnie, finansowana latami z grantów publicznych, wymaga długiego oddechu, cierpliwości i gotowości na to, że przez wiele lat nie będzie żadnych spektakularnych zysków. Ten sposób myślenia jest w oczywistej sprzeczności z oczekiwaniem szybkiego zwrotu, kwartalnych wyników i „domknięcia case’u” pod dywidendę.

Konflikt Saule Technologies nie jest więc tylko historią o trójce konkretnych ludzi, ale zderzeniem dwóch systemów: kapitałowego, który działa zgodnie z prawem, ale potrafi bez skrupułów wycisnąć do dna spółkę zbudowaną za pieniądze publiczne, oraz naukowego, który jest naiwny biznesowo, ale realnie tworzy wartość, której rynek sam z siebie nie finansuje. Opowiedzenie się po stronie Malinkiewicz nie musi oznaczać, że uznajemy każdy jej ruch za bezbłędny, a każdy krok inwestorów za zły. Oznacza raczej jasne stwierdzenie: w sporze między logiką maksymalizacji zysku a logiką długofalowego rozwoju nauki i technologii finansowanej w dużej mierze z pieniędzy publicznych, jako Perspektywy Women in Tech uznajemy, że to ta druga logika powinna być w Polsce chroniona mocniej niż jest dziś.

 

Tekst: Olga Gromek (Fundacja Edukacyjna Perspektywy / Perspektywy Women in Tech)

 

Źródła:

  • Kanał Zero (2025). Godzina Zero #150: Krzysztof Stanowski – Olga Malinkiewicz. YouTube.
  • Ciepiela, D. (2025, 6 XI). Saule kontra Columbus. Komornik zajął konto Olgi Malinkiewicz. „Walka trwa w najlepsze”. WNP.pl.
  • Kosieradzki, A. (2025, 28 XI). Spór o Saule trwa w najlepsze. Akcje Columbusa na GPW zareagowały. WNP.pl.
  • Ciepiela, D. (2025, 20 XI). Malinkiewicz ma zwrócić prawie pół miliarda złotych. „Walka o obronę technologii Saule trwa”. WNP.pl.
  • Columbus inwestuje w perowskity Saule Technologies (2020). Puls Biznesu.
  • Columbus zwiększa kontrolę nad Saule (2023). Puls Biznesu.
  • Konflikt o perowskity narasta – inwestorzy idą do sądu (2024). Puls Biznesu.
  • Perowskity: polska nadzieja czy kosztowny eksperyment? (2022). Puls Biznesu.
  • Columbus inwestuje w polskie perowskity. Czy to przełom? (2020). Business Insider Polska.
  • Saule Technologies uruchamia linię produkcyjną drukowanych perowskitów (2021). Business Insider Polska.
  • Spór o perowskity: co poszło nie tak? (2025). Business Insider Polska.
  • Saule Technologies odpala fabrykę perowskitów we Wrocławiu (2021). Money.pl.
  • Co dalej z polską technologią perowskitową? Zaczyna się konflikt (2024). Money.pl.
  • Polskie perowskity – od dumy narodowej do kryzysu? (2021). Wyborcza.biz.
  • Co się dzieje w Saule Technologies? Konflikt narasta (2024). Wyborcza.biz.
  • Państwo dało miliony na innowacje. Teraz może je stracić (2024). DGP.pl.
  • Perowskity – wielka szansa i wielkie ryzyko. Analiza sporu Saule (2025). DGP.pl.
  • Columbus inwestuje w Saule Technologies – początek strategicznego partnerstwa (2021). Rzeczpospolita.
  • Perowskity w Polsce – innowacja kontra realia rynku (2025). Rzeczpospolita.
  • Perowskity: technologia przyszłości czy pułapka inwestycyjna? (2022). WysokieNapiecie.pl.
  • Co się dzieje z Saule Technologies? Analiza problemów firmy (2024). WysokieNapiecie.pl.
  • Polish startup Saule Technologies launches flexible perovskite modules (2021). PV Magazine.
  • Saule Technologies secures TÜV certification for printed perovskite modules (2023). PV Magazine.
  • European perovskite leaders struggle with scaling (2024). PV Magazine.
  • China accelerates perovskite mass production (2024). PV Tech.
  • European startups lag behind Chinese competition in perovskite solar (2025). PV Tech.
  • Perovskite solar cells: Europe’s next big bet? (2022). TechCrunch.
  • Why scaling perovskite photovoltaics is so hard (2023). TechCrunch.
  • The fragile rise of perovskite photovoltaics (2022). IEEE Spectrum.
  • Printed perovskites: promise and pitfalls (2021). IEEE Spectrum.
  • Perovskite Solar Outlook 2024–2033 (2024). BloombergNEF.
  • Perovskite photovoltaics: current status and future prospects (2021). Nature Energy.
  • Scalability challenges of perovskite thin-film modules (2020). Nature Energy.